Ledri, Feroz, Feroz, Ledri
To nie reklama i przysięgam na autentyczność tego bloga, że nie, to nie reklama Cześć Myślę, że tytuł mocno osłuchanego kawałku nawiązuje do mojej sytuacji, tekst jest o brudzie tego świata Luty bieżącego roku. Feroz zasuwa na pociąg do Olsztyna. Tam wzmożona ochrona. Hotdog za na przykład trzydzieści złotych, jest w nim parówka-cud. W plecaku masa batonów proteinowych, których konsumpcja nie przeszkadza Polakom. Szkoda, że nie wziąłem suchych kabanosów, bo brakowało i tak, i tak białka, mimo zabrania batonów proteinowych. Jadę pociągiem na wieś Szymany. Wysiąść na miejscu pomaga mi GPS, bo pociąg staje co wieś na trzydzieści sekund, więc łatwo przeoczyć stację, na której będzie lotnisko. Pociąg swoją drogą wiezie masę uczniów. To konduktorka czy nauczycielka? Konduktorka, skasowała mi bilet. Na nogach do lotniska, jest lód pod stopami, zaczynam mieć złe przeczucie, że będę spoconym świniakiem na lotnisku jedyny, ale idę i tyle. Część o lotnisku i powrocie (może) odtajnię później, obec...