Tak szczerze, jak się da: katolicyzm (ale nie tak szczerze jak polski Ku Klux Klan, i jak jaskiniowcy)
Unikam tematu matki, podobno nie wypada, ale jednej zaufanej członkini familii opowiedziałem o niej niedobrze i się ucieszyła ta ciotka, a i ja czuję się lepiej. Zawozi mnie matka na (hah, ostatnie) spotykanie się młodzieży katolickiej, mam z dwadzieścia lat, jeszcze do wszystkiego pasuję w tym katolicyzmie i ta młodzież jakaś taka nieszczera post factum , że może po moim odnowieniu w wierze (a ja takiego nie przeżyłem, chciałem takowego doznać). "A może bym do chórku dołączył"? Ale tak jakoś niechętnie do mnie, mówię o działdowskiej młodzieży. ... Idę z księdzem ramię w ramię, a ten na pytanie "A ile ksiądz pracuje?", "Czy mi o jakieś filozofie w tym katolicyzmie nie chodzi"? Poprawiam wszystko jak się da, kłamię nie na swoją korzyść, bo to jeszcze chujowiej wyglądało. Co do mamusi, to i tak ugrała, że ja dziś niebramin, niebuddysta, a muzułmanin "niebo, królestwo niebieskie, takie sprawy". Podsumowanie: I jak chciałbym mieć do kogoś pretensje,...