Bez tytułu
Tym wpisem chcę coś zmienić. Będzie ostry i ingerujący w życie prywatne nauczycieli zwyczajnych. Osobnym tematem są nauczyciele specjalni, którym nie odradzam posiadania wielu dzieci w związku z ich potężną budową ciała. Jakoś tak to działa, że takim się nie odradza . Nauczycielu, który nie boisz się słów, które zapamiętasz i wejdą Ci w pięty. W liceum ludzi dobrych było około dziesięć procent. Dziewięćdziesięcioprocentowa masa przygniatała wszelką dobrą inicjatywę pozostałych dziesięciu procent. Dziewczynki były żądne książąt i przedślubnego seksu opisywanego w czasopismach Bravo, mężczyźni byli wtedy liczni w placówce i byli pizdami popierającymi się wzajemnie. Narobiły i narobili mi masę kompleksów, a nawet zacząłem brać rysperydynę, by ludzie mi odpuścili post factum. Miałem wrażenie, że tylko ja mam krzywe nogi, garba (kifozę) i, że tylko ja nie wymawiam - jak Arab - "r". Przyszły nauczycielu, brak dzieci/jedno dziecko - to coś, co wtedy dałoby mi "światełko w tunel...