Posty

Wyświetlam posty z etykietą dwadzieścia osiem lat

Już wszyscy moi rówieśnicy mają trudniej

 Martwiłem się od dwudziestego trzeciego rocznikowo do dwudziestego szóstego rocznikowo. Na co mi ten szlachetny charakter, niepicie piwa, niepalenie fajek, niepoznawanie dziewczyn - nie żeby przeszkadzali mi tacy ludzie, co bzykają, palą i piją piwo. W ogóle mi obecnie nie przeszkadzają. Siedzą w domu i, albo zazdrośni cieszą się, że wykręcili przed górą lodową, przed jakąś katastrofą, za moją sprawą, albo - jak Titanic, jeb!, w górę i zatonęli w bezwzględnej szarówie. Przez szarówę rozumiem zbiór osób tak przeciętnych, że Ci nie wiedzą, po co mnie mieć na Facebook'u, po co mi pokazać, jak piją piąte piwo w weekend na grillu. Gdy ukończyłem lat dwadzieścia sześć życia rówieśników zaczęły się załamywać. Wszystkich? W złym kraju bywa, że wszystkich. A był taki Michał (obecnie Mykan) w jednej z gorszych szkół na ulicy Polnej, co dawał przykład, jak dotrzeć do sukcesu... Był? Był!