Artykuł o trudnej tematyce, choć na wesoło
Hej!
Kiedyś jeździłem samochodem z M. i P.. M. prowadził. Jeździliśmy przez miasto, a ja co chwila wajchą otwierałem okno i krzyczałem "j... policję!". Śmiechów w samochodzie była co nie miara. Mieliśmy takie dwie sesje w przeciągu dwóch dni. Nie myślcie, że jeździłem z jakimiś patolami. Takie były czasy i nikt nas nie ukarał, ani nie było przeczucia w powietrzu, że ktoś miałby nas ukarać. Istotne jest, że byłem Polakiem i niereligijnym katolikiem, podobnie jak cała Polska Policja. Lat miałem dwadzieścia dwa rocznikowo, bowiem w wieku dwudziestu trzech rocznikowo pracowałem w szkole specjalnej w charakterze pomocowym dla wykształconego personelu. Dziś to hasła rewolucyjne i przewrotowe, szczególnie z ust obcokrajowców i tak mocno wydaje się, że po latach, hah, zapamiętali mi to policjanci, jakbym ja to wczoraj zrobił, gdy to się zrobiła hasła przewrotowe, a ja od lat jestem Albańczykiem i mi takie hasła już nie w głowie do Polaków nawet. Głupio mi, nie cieszy mnie, jaki to imprezowy wesoły fakt o nas w tym samochodzie do dzisiaj chyba czuję w korzonkach, ale to były do kurwy nędzy inne czasy, wtedy policji to nie ruszało i tyle. Co w tym czasie w Stanach Zjednoczonych? Przyjmują takich na potęgę.
Komentarze
Prześlij komentarz