Drobnostki
Z przymrużeniem oka, gdy mowa o moich rówieśnikach, którym po prostu genetycznie nie należy ufać, przytoczę przykłady z innej beczki, a mogą trafić.
Casus o drobnostkach pierwszy: "Kreślę się na blogu ateistą i wyborcą Janusza Palikota. W sumie napisałem o tym jeden artykuł, który wyjątkowo wyrzuciłem do kosza. Ważne jest dla mnie autentyczność, więc szczerze zostałem katolikiem, nie wiadomo już na kogo głosuję". Grzech: To niewielkie wydarzenie wobec mnie, ale zrobiło złe wrażenie, a ważna sprawa dla samego tego, który zmienił samoorientację o sobie w katolicyzmie. Hipotetyczne rozwiązanie: Nie zmieniamy natychmiast zdania publicznie, po deklaracji światopoglądowej ateistycznej należałoby odczekać od pięciu do ośmiu lat, by pisać o sobie katolik. To byłaby dobrze zrobiona drobnostka wobec czytelników, szczególnie tych młodszych, którzy czuli się z nim ateistami.
Casus o drobnostkach drugi: "Z początku robię coś dla osób biedniejszych, następnie biorę kredyt na rozwój i zmieniam kurs promu kosmicznego na 'tylko najbogatsi w tym kraju'. Z grzeczności zostawiam kanał na YouTube i przeszłe darmowe materiały. Ceny kursów podskakują z kilkuset złotych do kilku tysięcy". Grzech: Chęć bycia na salonach biznesu. Rozwiązanie (pozytywnie!): Tu nie dałoby się zrobić drobnej przysługi dla czytelników i powoli zmieniać kurs promu, taki kraj, zatem nie wiem, jak miałby on dopełnić honoru.
Zauważcie, że zadzieram tu z szychami polskimi, więc doceńcie ten artykuł. I nie chodzi mi o tych dwóch powyżej, tylko o samą moją postawę niechęci do możnych tego kraju. Takiej bylejakości w sprawie drobnych przysług (drobnostek) mam na co dzień po czubek nosa. Nie trzymają się ani tego, czy mieszkać w Polsce czy za granicą, ani tego czy być katolikiem czy fanem fenibutu (rozleniwiacza moralnego).
Pozdrawiam Cię, Czytelniko.
Komentarze
Prześlij komentarz