Garść motywacji dla obrońców praw zwierząt z małomiasteczkowego (politycznego), działdowskiego erobloga
Cześć! :-)
Zjadłem parówki wieprzowe z twarogiem krowim i keczupem ze słodzikiem, popiłem mroźnym napojem typu Cola. Jak zwykle mam wyrzuty sumienia. Może jakiś podatek od mięsa w oddolnych i odgórnych inicjatywach? "Ale, kurwa, biedni zapierdolą jakiegoś żwawego rycerza w tej materii. Patrz, biedny ma mieśnie, biedny-imigrant jeszcze większe, bo ma więcej wrogów, muszą jeść i to mięso"! No tak, ale za ryzyko posiąścia postulatu podatku na mięso już wynagrodzę pierwszym pionierskim głosem ugrupowania lewicowe, ludowe, liberalne, jak i prawicowo-liberalne rodzaju Polska dwadzieścia pięćdziesiąt. Prawicy nie wesprę, bo Dziadek Rozaf nie chce nawet trzynastej emerytury i na nich nie głosuje, na prawicowców ze względu na mnie. "No, ale mistrzuńcio, bogatych ten podatek w ogóle nie dotknie, średniozamożnych też nie, żwawy rycerz w tej tematyce będzie celem ataków klasy niższej, w tym mało wykształconych imigrantów". Chciałbym jednak już nie jeść parówek, a parówki z grochu, pomożesz?
Komentarze
Prześlij komentarz