Przedsiębiorczość w zbyt dużej kurtce z czasów przeogromnej otyłości
Zrobiłem chleb, zajęło mi to trzy godziny czterdzieści pięć minut (a mam wprawę). Zjadłem z kotletem drobiowym (choć jestem półwegetarianem-peskatarianem co do celu) dwie kromki tego chleba i uznałem, że podzielę sen na dwie części, bo zaatakuje mnie na ileś procent szans bezdech. Po co jadłem, skoro zakończyło się podziałem snu? Bo bym się obudził po godzinie żądny białka zwierzęcego. I tyle.
Gdy byłem uczniem szkoły średniej popadłem w długi. Co prawda w domu toczyło się proste życie, ale w szkole miałem bardzo dużo kompleksów. Nie mówiłem głoski "r" - teraz mówię jaką chcę, a chcę mówić bliskowschodnio, bo polskie "r" brzęczy mi w głowie, jak dzwonek na przerwę w dawnych lat. Uważałem, że mam bardzo szpotawe nogi, dzisiaj uważam, że mam nogi spacerowicza, chociaż kolana jak były, tak są szpotawe i no cóż, miałem niepodregulowanego garba (trochę lepiej dzisiaj wygląda i się nim cieszę). Miałem wrażenie, że byłem niski, gruby i łysy.
Łyka powietrza dodawali mi Popiel, Redmer i Grzywocz, internetowi przedsiębiorcy, którzy już pozmieniali co robią z wyjątkiem ostatniego wymienionego. Z każdym się znałem.
Lokalnie nie brakowało życiowych najemników, silnych ludzi walczących o pieniądze. Nie brakowało życzliwych i zwykłych rodziców-pracowników. Brakowało w moim życiu ludzi w chuj interesujących, którzy i dodaliby sił i walczyli o przychód. Tym właśnie zostałem, niezbyt zainteresowanym maksymalizacją przychodu hotelowym poszukiwaczem przygód.
PS. Doładowałem sobie tajologicznej energii w jednym z dużych miast i... moje przeczucie potwierdziło się - gdzie dwóch tajologów, tam dwóch Tajów. Wydarzenia nie pilnowała policja, więc było dla Tajów bnezpiecznie, piszę, by pominąć jakieś internetowe roboty od poprawności politycznej.
Komentarze
Prześlij komentarz