Człowiek nie samym chlebem żyje, ale też jest marzycielem, jest jednak pewien wyjątek: języki. Prawda praktyczna, objawiona
Cześć Kiedyś pisałem z równieśniczką rok młodszą ode mnie (rok później ukończyłem liceum), a poznałem ją na wydarzeniu studenckim o nazwie adapciak. Na studiach notabene nie utrzymałem się długo, przekroczyłem miesiąc o parę dni i było to tatowe budownictwo. Wymienialiśmy się spostrzeżeniami przez dłuższy czas z pół roku po tym adapciaku, odmiana dziewczyny rock/metal, przy czym podpadłem jej nosząc okulary. Ta przekazała mi spostrzeżenie, które mnie nękało, ale uznałem, że to prawda: "po co Ci to esperanto, do czego będzie Ci służyło"? Po latach wydaje mi się to prawdą, że język ma do czegoś służyć, że choć robimy masę rzeczy bez sensu, religia, dobroczynność, muzyka, taniec - w imię marzeń, tożsamości i tak dalej, to język ma czemuś służyć. To wyjątek w naszym mózgu.